Views: 41

Dziś spał niespokojnie. Znowu uporczywe bóle i jakieś koszmary.

Praktycznie przed świtem był już na nogach.

W głowie kłębiły się różne myśli.

W telefonie kolejna nieodebrana wiadomość, za oknem szum i coraz większy hałas budzącego się miasta. Miasta, które jednocześnie kocha i nienawidzi. Sprzeczność interesów.

Centrum miasta tętni życiem, coraz większym ruchem. Warkot silników samochodów, autobusów, dzwonienie i stukot kół tramwajów jadących po „zielonych” torach jest coraz bardziej dokuczliwy.

Znowu kolejny dzień, w którym wypadałoby zrobić coś sensownego. Ma co robić. Plan ma napięty tylko czy warto brać się za cokolwiek. A jak już to w jakiej kolejności.

Coraz częściej łapie się na tym, że nie ma ochoty nawet włączyć radia. Po opanowaniu „Dwójki” PR przez kolejną upolitycznioną ekipę najchętniej wyrzuciłby radio prze okno. Coraz bardziej denerwuje go wszechogarniający bełkot a na dodatek jacyś nowi ludzie, chyba praktykanci przyuczający się do zawodu dziennikarza radiowego kaleczący język polski na antenie radiowej. „Dwójka”, przed laty jego ulubiona stacja zeszła na psy. Nieliczni, ostatni Mohikanie starają się utrzymać poziom na coraz bardziej szatkowanej i kastrowanej ramówce programu Drugiego PR.

Dochodzi do wniosku, że nic nie ma sensu, choć z drugiej strony trzeba coś robić, aby nie zwariować, aby być nadal potrzebnym a może mówiąc górnolotnie zostawić coś po sobie.

Dziś nie ma ochoty rozmawiać z nikim, nawet przyszło mu na myśl, aby zerwać wszelkie kontakty z niektórymi. Coraz częściej chciałby zerwać wszelkie kontakty z tymi, z którymi już dawno powinien to zrobić. Często podejmuje decyzję, aby wywalić ze spisu kontaktów numery telefonów niektórych osób.

Zastanawia się coraz częściej nad ułomnością ludzkiej natury, szczególnie nad brakiem refleksji, poszanowania drugiej osoby, brakiem zastanowienia nad konsekwencją swoich czynów.

Jest człowiekiem wyrozumiałym a przynajmniej tak mu się wydaje. Często wybacza, choć nie zapomina wyrządzonych krzywd.

Najlepiej czułby się na łonie natury, w jakiejś głuszy, gdzie słychać byłoby tylko śpiew ptaków. Przed laty większość wolnego od pracy czasu spędzał poza miastem. Tęskni za tym. Najchętniej zniknąłby z tego miasta, jednak praca i problemy zdrowotne spowodowały, że zaniechał wszelkich działań w tym kierunku.

Właśnie odebrał kolejną wiadomość. Choć grono znajomych znacznie się zawęziło nadal utrzymuje kontakty z niewielką liczbą bliskich znajomych, mieszkających centralnych
i południowych regionach kraju.

Zaraz wypije kolejną herbatę i wyjdzie, aby w pobliskim sklepie kupić chleb i masło.

Zadzwonił telefon. To Józek. Chce wpaść na kawę, coś mówi bez ładu i składu o jakimś nowym projekcie. Jest nieco młodszy i pełen zapału. Jemu nie chce się tworzyć już nic nowego, jednak

obiecał, że spotkają się w sobotę i przegadają sprawę.

Wrócił ze sklepu i znowu telefon. Tym razem Kacper. Stara się z nim rozmawiać rzeczowo, oszczędnie, aby skończyć jak najszybciej rozmowę. Kacper zazwyczaj dzwoni jak ma problemy poczynając od zdrowotnych a skończywszy na drobiazgach, z którymi sam powinien sobie poradzić.

Ciekawe, kiedy odezwie się Mariusz. Pewnie jak upora się z problemami w pracy.

Nadal wspomina Anię i jej śmierć. Nie dbała o siebie. Chorowała od lat a żyła jakby świat miał się skończyć następnego dnia. Zostawiła po sobie cztery książki. Wraca też myślami do śmierci ostatniego przyjaciela jakim był Artur. Ale to uzmysłowił sobie dopiero po jego odejściu do Św. Piotra. Brakuje mu rozmów z nim. Życiowej mądrości, optymizmu i zapału. Zresztą nie tylko tego, też jego tekstów, obrazów, świetnych pomysłów.

….

Zbliża się wieczór. Postanowił, że poczyta trochę i pójdzie spać …

….

Obudził się nagle. Na zewnątrz była szarówka. Światło latarni przebijało się przez gęstą mgłę.  Ubrał się pospiesznie i wyszedł z domu. Swoje kroki skierował w stronę parku pogrążonego jeszcze w ciemności. Szedł krokiem równym, pewnym, zdecydowanym. Nie upłynęło kilka chwil jak jego sylwetka zniknęła w gęstej mgle.