Views: 66

Do napisania tego tekstu sprowokowała mnie podróż autobusem miejskim, gdzie miałem okazję zaobserwować, jak na około 12 m2 powierzchni autobusu 10 osób stukało w swojego smartphone – różne treści. Podobny motyw z telefonami komórkowymi wykorzystał Janusz Józefowicz w musicalu pt.: „Romeo i Julia”. Teraz wydaje się to niewiarygodne, że od kiedy pojawiły się telefony stacjonarne trzeba było czekać aż lub tylko 50 lat, czyli pół wieku na rozwój telefonii komórkowej.

Początkowo, aby wejść w posiadanie telefonu stacjonarnego w czasach schyłkowego komunizmu, czyli do przełomu lat 1970/1990, trzeba było być dygnitarzem politycznym lub wyróżniającym się gospodarzem wiejskim (np. sołtys) czy ważnym mieszkańcem miasta, który wykonuje prestiżowy lub kluczowy zawód, np. taki jak: I sekretarz partii w mieście wojewódzkim, czy listonosz. Jeżeli się nie sprawowało tak wysokiej funkcji lub nie było zatrudnionym we właściwym miejscu, to trzeba było mieć przynajmniej tzw. „dojście” lub „plecy” do osoby decydującej o przyznawaniu takiego dobra jakim był przydział numeru telefonu.

Nikomu się jeszcze wtedy „nie śniło”, że przyjdą takie czasy, że w telefonii nastąpi rewolucja i za sprawą bardzo szybkiego rozwoju „komórek” i praktycznie za sprawą tych telefonów, każdy taki aparat trochę humorystycznie, a trochę na poważnie poprzez fakt stałej dyspozycyjności jego użytkownika – będzie nazywany „smyczą”. Inna rzecz, że obecnie młodzież jest postrzegana jako nadmierni użytkownicy smartphone, szczególnie poprzez szerszy fakt wykorzystywania przez nich rozmaitych aplikacji, które mnożą się jak króliki i absorbują czas i użytkowników telefonów komórkowych.

Reasumując. Telefonia komórkowa z jednej strony pozwala na szybki kontakt z innymi, ułatwia załatwienie wielu codziennych spraw. Z drugiej strony jest „zabójcą” czasu, relacji międzyludzkich, które przed erą komórkowa pozwalało na budowanie bliskich i przyjaznych, bezpośrednich kontaktów z innymi ludźmi.

brat jacek