Views: 76
Wracając pewnego wrześniowego piątku przechodziłem obok prywatnej szkoły podstawowej. Kiedy się zbliżałem do jej zabudowań usłyszałem coraz głośniej dochodzącą wspaniałą muzykę taneczną, można by rzec lata 60-te, czyli moje rytmy. Początkowo myślałem, że szkoła wynajęła salę na jakieś wesele albo organizowana tam była dyskoteka szkolna. Chociaż jedno wykluczało, to pomyślałem, że tak wspaniałe dźwięki odtwarzane są z przynajmniej dobrej jakości sprzętu audio. Już niedługo okazało się jak bardzo się myliłem.
Bo kiedy doszedłem na wysokość dziedzińca szkoły i obejrzałem się w lewą stronę – moim oczom ukazało się coś czego nie można było przewidzieć – scena, na której wcale nietuzinkowi muzycy grali wspaniałą spokojną muzykę do tańca. Gdy zbliżyłem się na wysokość dziedzińca szkoły wszystko się zaczęło wyjaśniać. W bramie zauważyłem pewnego pana w wieku około 60 lat licząc, że może on mieć w tym towarzystwie bawiące się swoje dziecko i być jednocześnie ochroniarzem tej imprezy.
Przezornie przedstawiłem mu się jako dziennikarz i zapytałem: Czy może wie Pan co tu się dzieje? Chwilę później odpowiedział mi, że on też w zasadzie, nie wie o co tu chodzi, ale widzi młodzież, która się w sposób wspaniały i kulturalny bawi.
Natomiast ja odgrzałem w sobie stary dylemat, czy to uchodzi, aby urządzać było-niebyło huczne zabawy w takim dniu tygodnia jakim jest każdy piątek, czyli poświęconym w katolickiej tradycji i uszanowania dla dnia Męki Pana Jezusa.
Jednak w tym samym momencie przyszła mi na myśl moja rozmowa sprzed lat, w której tą myślą podzieliłem się z pewnym księdzem. Odpowiedział mi, że czasami są pewne uwarunkowania, które zezwalają na zabawę w kulturalny sposób w każdy inny piątek oprócz Wielkiego Piątku, czyli konkretnego dnia pamiątki śmierci Pana Jezusa.
Podniesiony to myślą miałem ochotę trochę potańczyć, ale nie byłem zaproszony w związku
z tym stwierdziłem, że to nie wypada. Co ciekawe 2 tygodnie później, ale już w sobotę, w wigilię urodzin mojej córki odbyła u nas w domu impreza i też młodzież w wieku mniej więcej 24 lat bawiła się super. Mimo, że moja córka zapraszając swoich gości ustaliła twarde reguły „zero alkoholu” i ”zakończenie imprezy o godzinie 21”. Nikt nie protestował i przy okazało się, że można się śmiało bawić. Nawet wobec „takich ograniczeń”.
Mało tego w naszej domowej „sali bankietowej” pojawiliśmy się kilkakrotnie żona (mama Sylwii) i mąż (ojciec Sylwii) oczywiście nie po to, żeby ich kontrolować, ale po to, aby nawet czasami rozpalać dogasającą, jak mówi młodzież „imprę”, na której „w porywach” bawiło się 14 osób.
brat Jacek